[Rozmowa] Prof. Jan Mangerud – bez ciekawości nie będziesz dobrym naukowcem

Prof. Jan Mangerud

W dniach 20-24 maja 2019 roku odbywała się międzynarodowa konferencja PalaeoArc 1 poświęcona badaniom zmian środowiskowych w Arktyce na przestrzeni ostatnich kilkuset tysięcy lat. Na Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przyjechało kilkudziesięcioro gości z 11 krajów, w tym słynny geolog i paleoklimatolog Jan Mangerud, emerytowany profesor Uniwersytetu w Bergen, autor ponad 200 prac naukowych o pisanej lodem historii północnej Europy i Grenlandii, laureat wielu nagród, honorowy członek towarzystw naukowych, redaktor wielu czasopism. Człowiek legenda. Zapraszam do przeczytania zapisu mojej krótkiej rozmowy z profesorem.

[Jakub Małecki] Czy mógłby się Pan przedstawić?

[Jan Mangerud] Nazywam się Jan Mangerud. Jestem z Bergen, spomiędzy fiordów na zachodnim wybrzeżu Norwegii.

Jest Pan światowej sławy badaczem. Czego?

Jedną z rzeczy, z których jestem znany w środowisku naukowym jest to, że jestem stary <śmiech>. Dzięki temu zrobiłem w życiu mnóstwo rzeczy, na które ludzie młodsi ode mnie jeszcze nie mieli czasu.

Oczywiście, zrobiłem pewne istotne rzeczy, np. wyczyściłem stratygrafię czwartorzędu północnej Europy. Czwartorzęd to najmłodsza część historii Ziemi, rozpoczęta ok. 2,7 miliona lat temu, która charakteryzuje się występowaniem zlodowaceń i ciepłych okresów pomiędzy nimi. Myślimy, że w czwartorzędzie wystąpiło ok. 40-50 takich epok lodowych i wciąż w nim żyjemy. Rozwikłałem także tzw. efekt rezerwuarowy na potrzeby datowań radiowęglowych, ale przede wszystkim kojarzony jestem z pracami z zakresu geologii glacjalnej z Norwegii, Svalbardu, Grenlandii i północnej Rosji. Te prace były ważne, bo dotyczyły wielkich obszarów i pewnie dlatego wielu ludzi je przeczytało.

Czytaj więcej o zlodowaceniach: Polska i świat pod lodem

Dla większości ludzi geologia glacjalna może przypominać kopanie w błocie. Jaką historię opowiadają czwartorzędowe osady lodowcowe?

Ponieważ czwartorzęd jest epoką najmłodszą, jego osady są na wierzchu, podczas gdy ślady starszych okresów zalegają głębiej pod ziemią. Łatwo jest więc obserwować osady czwartorzędu bezpośrednio przy powierzchni. Opowiadają one najważniejszą historię dla północnej Europy, ponieważ lądolód i lodowce ukształtowały jej topografię. W Norwegii wyerodowały fiordy i doliny. W Polsce osadziły górną warstwę osadów, np. piasków i glin, od których uzależnione jest rolnictwo. Można więc powiedzieć, że wykorzystujecie skandynawską glebę, ale nie da się tego zrozumieć bez zrozumienia zlodowaceń.

Czytaj więcej o geomorfologii glacjalnej: Poznań, miasto (polodowcowych) doznań

Jak doszło do tego, że zainteresował się Pan tą dyscypliną?

Całkiem przypadkowo. Było to w 1959 roku we wschodniej Norwegii, w górach Rondane, niedaleko granicy ze Szwecją. Zacząłem studia na Uniwersytecie w Oslo z zamiarem zostania nauczycielem. Studiowałem matematykę, potem geografię i geologię. Pewnej zimy pojawiło się ogłoszenie, że norweska służba geologiczna poszukuje asystenta do pracy terenowej w górach. Zawsze lubiłem aktywność na świeżym powietrzu, podobnie jak cała moja rodzina, z którą każdego weekendu wyjeżdżaliśmy. Była to więc świetna okazja, żeby spędzić w górach dwa letnie miesiące i jeszcze na tym zarobić <śmiech>. Złożyłem podanie i zostałem przyjęty. Kartowaliśmy wtedy dna rzek lodowcowych powstałych 10 tysięcy lat temu i był to dla mnie kompletnie nowy świat. Od samego początku zafascynowałem się tym, że można było go odtwarzać. Wiedziałem już, że to moja dyscyplina. Pozwolono mi później wykorzystać zebrane materiały i przez kolejne dwa lata kontynuować prace terenowe. Zrobiłem licencjat i bardzo szybko później obroniłem magisterium w 1962 roku.

Czy już wtedy pracował Pan na współczesnych lodowcach? Ma Pan swoje ulubione lodowce w Norwegii?

Nie, nie było tam lodowców, no może poza jednym, bardzo maleńkim. Ale pierwszy raz chodziłem po lodowcu już kilka lat wcześniej, gdy miałem jakieś 12-13 lat. W Norwegii nie mam swojego ulubionego lodowca, ale bardzo lubię pokrywy lodowe na płaskowyżach, z których spływają długie i strome lodowce wyprowadzające, takie jak Jostedalsbreen czy Folgefonna.

Od tej pierwszej wyprawy brał Pan udział w wielu innych do różnych części Arktyki. Gdzie zostawił Pan serce?

To zależy od tego co wziąć pod uwagę: krajobraz czy geologię. Powiedziałbym, że najbardziej spektakularną geologię glacjalną widziałem w północnej Rosji. Można tam było prześledzić zapis całej ostatniej Epoki Lodowej, ale krajobraz nizinnej tundry był nudny. Dopiero od kilku lat pracuję w górach Uralu, który jest bardzo ładny. Ale poza tym powiedziałbym, że Svalbard jest wspaniały, sam to znasz z doświadczenia.

Co ze Svalbardu utkwiło Panu najbardziej w pamięci?

Byłem tam wiele razy, ale dwie z ekspedycji były wyjątkowe. Pewnej zimy spędziliśmy 5-6 tygodni na zamarzniętym jeziorze Linne na zachodnim wybrzeżu, pobierając z poziomu lodu rdzenie osadów z dna. To była w zasadzie moja jedyna zima w Arktyce, bo geolog niewiele może zobaczyć gdy wszystko jest pokryte śniegiem <śmiech>. To było bardzo ciekawe doświadczenie i wspaniała historia ujawniona z pobranych próbek.

Druga z tych wypraw dotarła do Przylądka Ekholm (norw. Kapp Ekholm) w środkowej części Billefjordu. Zajmowaliśmy się tam odsłonięciem osadów prezentującym bardzo ważną stratygrafię czwartorzędu. Odsłonięcie nie było specjalnie duże. Miało 1,5 km długości i 30-40 m wysokości, ale było ekstremalnie skomplikowane. Spędziliśmy nad nim kilka tygodni i aż do ostatniego tygodnia pobytu nic z niego nie rozumieliśmy. Mój najstarszy syn był wtedy moim asystentem. Miał jednak swoje wymagania. Po pierwsze, każdej niedzieli miał mieć wolne od pracy, a po drugie, to on miał decydować co będziemy wtedy robić <śmiech>.  I tak, pierwszej niedzieli mieliśmy wspinać się na najwyższą górę widoczną z naszego obozu. Drugiej niedzieli zażyczył sobie wędrówki po lodowcu Nordenskiold, tak wysoko, jak tylko się da. A trzeciej niedzieli mieliśmy odwiedzić rosyjskie miasteczko Pyramiden i przy okazji odwiedziliśmy także Waszą stację UAM w zatoce Petunia.

Czytaj więcej: [Video] Historia badań UAM na Spitsbergenie

Dodatkowo, często przyjeżdżałem na Svalbard ze studentami, magistrantami i doktorantami. Lubiłem prowadzić z nimi badania terenowe i z bliska śledzić ich pracę. Gdybym nie przyjeżdżał, byliby przez długi czas sami, więc z praktycznego punktu widzenia wolałem uczestniczyć w wyprawach przez kilka tygodni. Było to dobre także dlatego, że gdy publikowaliśmy później wyniki badań, dobrze już znałem materiał i mogłem być pewny poczynionych obserwacji.

Policzył Pan kiedyś ilu studentów Pan wypromował?

Nie, nigdy tego nie zrobiłem dokładnie, ale było ich w sumie kilkadziesiąt. Policzyłem natomiast, że wykształciłem 13 profesorów <śmiech>.

Czy wydarzyło się podczas Pana ekspedycji coś niebezpiecznego?

Byliśmy kiedyś na Wyspie Edge’a (norw. Edgeøya) we wschodniej części Svalbardu. Przez pierwsze dwa tygodnie nasz obóz odwiedziło 20 niedźwiedzi polarnych. Ale nie wydawało mi się to szczególnym problemem, byliśmy dobrze wyposażeni, choć pierwszy niedźwiedź naprawdę mnie nastraszył. Stałem akurat za namiotem otoczonym linką-potykaczem z przymocowanymi petardami. Nagle usłyszałem alarmowy huk, wychyliłem się i zobaczyłem uciekającego niedźwiedzia kilka metrów ode mnie. A biegnąc obok drugiego namiotu uruchomił drugi alarm <śmiech>. Przestraszyłem się, bo tak bardzo cicho się do mnie zakradł.

Poza tym robimy czasem dość niebezpieczne rzeczy, ale nikt nie chce zginąć. To kalkulowane ryzyko. Nie sądzę jednak, aby to co robimy podobało się naszemu uniwersyteckiemu działowi BHP, szczególnie w Rosji na nadrzecznych klifach <śmiech>.

Co z Pana perspektywy zmieniło się w nauce przez ostatnich 50 lat? Czy ma Pan jakieś rady dla młodych naukowców?

Wielką zmianą są oczywiście wszystkie nowe metody badawcze. Rok 1959, w którym prowadziłem moje pierwsze badania terenowe, był jednocześnie rokiem, w którym pojawiły się pierwsze datowania radiowęglowe dla Norwegii. Teraz są ich tysiące, ale poza tym jest cała masa innych technik.

Inną zmianą jest to, że dawniej nauka była cicha, było więcej czasu, nie trzeba było się spieszyć w teren, choć oczywiście wiele rzeczy trwało znacznie dłużej niż obecnie, np. publikowanie badań, które zajmowało miesiące <śmiech>. Można powiedzieć, że było bardziej romantycznie. Dziś jest ogromna konkurencja i większa presja wywierana na młodych badaczy, której dawniej nie odczuwaliśmy. My prowadziliśmy badania, aby zaspokoić ciekawość i myślę, że to jest najważniejsze, zrozumienie jak zmieniała się Ziemia, a nie pogoń za karierą.

Dla młodych badaczy mam więc dwie rady. Pierwsza jest taka: rób coś, co lubisz. Coś, co przemawia do twojej ciekawości. Myślę, że jeśli nie motywuje cię ta ciekawość, nie będziesz dobrym naukowcem. A po drugie, rób to w skupieniu, rób to dokładnie, a nie szybko. Poświęć na to więcej czasu i rób to tak dobrze, jak tylko potrafisz.

Krótkie pytanie na koniec: Nansen czy Amundsen?

Zdecydowanie Nansen i to z wielu powodów. Przede wszystkim jednak dlatego, że był naukowcem, miał bardzo szerokie zainteresowania, a w późniejszym okresie był bardzo zaangażowany w działalność humanitarną. Wciąż jest narodowym bohaterem Norwegii, choć już nie w takim stopniu jak w czasach gdy sam chodziłem do szkoły. Obecnie bardziej koncentruje się na jego dokonaniach naukowych i przyrodniczych, i to w tych dziedzinach wciąż jest wielką postacią. Ale i tak wszyscy go znają i wiele rzeczy nazywanych jest jego imieniem. Sam jestem laureatem nagrody Nansena w uznaniu za badania polarne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.


Obserwuj moje profile:




[Interview] Prof. Jan Mangerud – without curiosity, you will not be a good scientist

The international conference PalaeoArc 1 (20-24 May 2019) was dedicated to the study of environmental changes in the Arctic over the past hundreds of thousands of years. Several dozens of guests from 11 countries came to the Adam Mickiewicz University in Poznań, Poland, including geologist and palaeoclimatologist Jan Mangerud, emeritus professor at the University of Bergen. Professor Mangerud has authored over 200 scientific papers on the glacial history of northern Europe and Greenland. He is the laureate of a number of awards, honorary member of multiple scientific societies and editor of many journals, a living legend. Below you can read my short conversation with the professor.

[Jakub Małecki] Could you introduce yourself?

[Jan Mangerud] I am Jan Mangerud from Bergen, on the west coast of Norway in the middle of the fjords.

You are a world-renowned researcher. What do you study?

One of the things that I’m known for among the scientific community is that I’m old <laughs>. Thanks to that, I’ve done a lot of things in my life that young people have not yet had time for.

Of course, I did some important things, e.g. I cleaned the stratigraphy of the Quaternary of northern Europe. The Quaternary is the youngest part of Earth’s history, starting about 2.7 million years ago, and is characterized by the occurrence of glaciations and warm periods between them. We think that there were 40-50 ice ages over the Quaternary, and we are still living in it. I also solved the so-called marine reservoir effect for radiocarbon dating. But otherwise, mostly I’m known for glacial geology work in Norway, Svalbard, Greenland and northern Russia. These works were important because they concerned large areas, and that is probably why many people have read them.

For most people, glacial geology may resemble digging in the mud. What story do glacial sediments tell?

Because the Quaternary is the youngest period, its sediments are on top, while the traces of older periods lie deeper into the ground. It is therefore easier to observe Quaternary glacial deposits directly at the surface. They tell the most important story for northern Europe, because ice sheets and glaciers shaped its topography. In Norway, they eroded fjords and valleys. Here, in Poland, they deposited the top part of sediments, e.g. sands and clays, on which agriculture depends. So you can say that you use Scandinavian soil, but when you don’t know the ice ages, you don’t understand it.

How did you became interested in this discipline?

That was quite random. It was in 1959 in eastern Norway, in the Rondane mountains, not too far from Sweden. I started studying at the University of Oslo with the goal to be a teacher. I studied mathematics, then geography and geology. One winter, an announcement appeared that the Norwegian Geological Survey was looking for a fieldwork assistant in the mountains. I had always been an outdoor youngster, as were all my family, with whom we were always out during weekends. So it was a great opportunity to spend two summer months in the mountains and be paid for it <laugh>. I applied and I got it. We mapped glacial river beds formed 10,000 years ago and it was a completely new world to me. From the start, I was fascinated by the fact that it was possible to reconstruct its development. I already knew that this is my field. I was later allowed to use the collected material and to continue fieldwork for the next two years. I did my bachelor’s degree and very soon after did my master’s in 1962.

Did you work on modern glaciers at that time? Do you have a favourite glacier in Norway?

No, there were no glaciers there, maybe except a very tiny one. But I first put my feet on ice several years before that, when I was about 12-13 years old. In Norway, I do not have a favourite glacier, but I like the plateau glaciers drained by long and steep outlets, such as Jostedalsbreen or Folgefonna.

Since this first fieldtrip, you have taken part in many expeditions to different parts of the Arctic. Where did you leave your heart?

It depends on what to consider: landscape or geology. I would say that some of the most exciting glacial geology I saw was in northern Russia, where you could trace the history of the entire Ice Age. But the landscape on the lowland tundra was boring. Only over the last years I have been working in the Ural Mountains, which are very nice. But otherwise, I should say that Svalbard is really great. You know it from your own experience.

What was most memorable about your Svalbard trips?

I had many expeditions to Svalbard, but two of them stand out. One winter, we stayed for 5-6 weeks on the frozen Lake Linne on the west coast. We were collecting sediment cores from the lake bottom on the ice. It was actually my only winter in the Arctic, because there is not much to see for geologists, when everything is covered with snow <laughs>. It was a very interesting experience and an exciting story was revealed from the samples taken.

The other of these trips reached Kapp Ekholm in the inner part of Billefjorden. We were trying to solve a very important stratigraphy of the Quaternary sediments. The exposure was not really big, about 1.5 km long and 30-40 m high, but it was extremely complicated. We stayed there for a few weeks and did not understand it until the last week. My eldest son was my assistant at that time and had his requirements. First of all, he should have every Sunday free of work, and secondly, he should decide what to do <laughs>. And so, the first Sunday, we had to climb the highest mountain visible from our camp. On the next Sunday, he wished to hike on the Nordenskiold glacier, as high as possible. And on the third Sunday, we had to visit the Russian town of Pyramiden and we also visited your station nearby [Adam Mickiewicz University Polar Station].

Otherwise, I very often came to Svalbard with students, both masters and doctoral. I liked to do fieldwork with them and to follow up their work. If I didn’t stay in the camp, they would have been on their own for a long time, so from practical reasons I preferred to stay with them for several weeks. It was also good because when we later published the results together, I already knew the material and felt confident about the observations made.

Have you ever counted the students that you have supervised?

No, I never did that actually, but there were a few dozen of them in total. However, I counted one time that I educated 13 professors <laughs>.Were there dangerous situations on your expeditions?

We were once on Edge Island (Edgeøya) in the eastern part of Svalbard. During the first two weeks, we had 20 polar bears in our camp. But I did not find that to be a special problem, we were well-equipped, although the first bear really scared me. I was standing just behind a tent, surrounded by a trip-wire with attached explosives. Suddenly, I heard an alarm bang, I leaned over and saw a fleeing bear a couple of meters behind me. And while running, he activated the second alarm in the other tent <laughs>. I was scared because he crept up to me so quietly.

Besides, of course we are doing some dangerous work, but nobody wants to be killed. This is the calculated risk. However, I do not think that our university security department would enjoy our activities, especially in Russia on the riverside cliffs <laughs>.

From your perspective, what has changed in science over the past 50 years? Do you have any advice for young scientists?

The big change is, of course, all new research methods. The year 1959, in which I conducted my first field research, was also the year in which the first radiocarbon dating for Norway appeared. Now there are thousands of them, but there are a whole lot of other techniques too.

Another change is that it was quieter in the old days. We had more time, you did not rush into the fieldwork, although of course many things took much longer than now, for example, publishing research took months <laughs>. You could say it was more romantic in a way. Today, there is very hard competition in science, and more pressure on young researchers, which we did not feel in the past. We conducted research to satisfy our curiosity and I think that this is the most important thing, understanding how the Earth has changed, not pursuing a career.

So I do have some advice for young researchers. Firstly, do something you like to do. Something that appeals to your curiosity. If you are not motivated by this curiosity, I don’t think you will be a good scientist. And secondly, do it properly, do it carefully, not just fast. Take your time and do it as good as you can.

A short question at the end: Nansen or Amundsen?

Nansen is my favourite by far, for many reasons. Above all, however, because he was a scientist, he did a broad array of science, and later he was very involved in humanitarian activities. He is still the national hero of Norway, although not the same way as in times when I went to school. Currently, the focus is on his scientific achievements, and in this area he is still a great figure. But anyway everybody knows his name and a lot of things are named after him. I am the laureate of the Nansen Prize for polar research.

Thank you very much for the interview.

[Thanks for proof-reading, Harold Lovell!]


Follow my icy profiles (in English)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s