[Recenzja książki] Bjørn Roar Vassnes: „Nieznane życie lodowców”

Bjørn Roar Vassnes, „Nieznane życie lodowców. Jak lód z kół podbiegunowych wpływa na życie planety”, Wydawnictwo Kobiece, wydanie pierwsze, Białystok, 2019.

Czy ktoś z Was, sympatyków glacjologii, jest w stanie wymienić choć jeden polski tytuł traktujący o lodowcach (pomijając podręcznik Jacka Jani)? Pewnie niewielu, a przecież jest to temat ważny nie tylko dla mieszkańców Norwegii, Alaski czy Nepalu, a dla nas wszystkich, chociażby dlatego, że topniejące lodowce i lądolody podnoszą poziom oceanów. Na początku 2019 roku pojawiła się na polskim rynku książka Bjørna Roara Vassnesa „Nieznane życie lodowców”, której egzemplarz przesłało mi do oceny Wydawnictwo Kobiece. Vassnes jest dziennikarzem popularno-naukowym, który wychował się na mroźnym płaskowyżu Finnmarksvidda (północna Norwegia), a znaczącą część swojej pracy poświęcił popularyzacji wiedzy o lodzie i podróżom w regiony zlodowacone.

„Nieznane życie lodowców” jest zbiorem opowieści o różnych elementach kriosfery (lodowce, lądolody, śnieg, lód morski, wieloletnia zmarzlina), ich geologicznej przeszłości, znaczeniu dla człowieka i funkcjonowaniu w warunkach ocieplenia klimatu, przeplatanych z osobistymi refleksjami i wspomnieniami autora z dzieciństwa, podróży i rozmów z badaczami. Całość pisana jest językiem raczej unikającym naukowego żargonu, nastawionym na zaciekawienie czytelnika i wyjaśnianie, więc powinna być zrozumiała dla wszystkich. Vassnes ma holistyczne spojrzenie na naturę. Bliżej mu do nurtu „Earth-system science”, niż klasycznego podziału na dyscypliny (geografię, geologię, klimatologię itd), stąd czytelnik odkryje tu wiele nieoczywistych powiązań pomiędzy różnymi składnikami przyrody, w tym człowiekiem. Pomimo tego, że tematyka książki jest mi szczególnie bliska (jestem glacjologiem), dowiedziałem się z niej wielu ciekawostek, za co ma u mnie duży plus.

Książkę czytałem jednak długo, być może z powodu stylu, który nie do końca jest w moim guście. W otrzymanym wydaniu (pierwszym) przeszkadzały mi powtórzenia informacji oraz sporadyczne niedociągnięcia merytoryczne. Dla większości czytelników byłyby one zapewne niezauważalne, ale osobiście drażniły mnie np. „epoka lodowcowa” (powinno być: „epoka lodowa”), „wieczna zmarzlina” (zamiast „wieloletnia”) lub nazywanie lądolodów czapami lodowymi, które są osobnym typem lodowców. Przewodnia teza książki sugeruje czytelnikowi, że to lód od zawsze sterował ewolucją życia i człowieka. W części opisywanych przypadków mogę się z tym zgodzić, lecz argumentacja autora wydaje mi się miejscami naciągana, jakby zapominał chwilami, że pra-przyczyną zmian kriosfery i ekosystemów są najczęściej wahnięcia klimatyczne wymuszane czynnikami astronomicznymi lub geologicznymi.

Pomimo tych niedociągnięć „Nieznane życie lodowców” jednak polecam, bo niepodważalną zaletą książki jest bardzo szerokie spojrzenie na rolę lodu w systemie przyrodniczym Ziemi. Nie zawsze jest to przejrzysty wywód, ale z pewnością pozwoli wszystkim lepiej zrozumieć dlaczego powinno nas obchodzić topnienie lodu w Peru, we Francji czy na Antarktydzie.

Jakub Małecki

Linki do innych opinii o książce:

3 responses to “[Recenzja książki] Bjørn Roar Vassnes: „Nieznane życie lodowców”

  1. Epoka lodowa i epoka lodowcowa to terminy stosowane wymiennie. Tak samo jak wieloletnia zmarzlina i wieczna zmarzlina.

    • Dziękuję za komentarz. Nie mogę się jednak z nim zgodzić – takie wymienne stosowanie jest niewłaściwe i niespotykane wśród badaczy, co najwyżej w popkulturze. Epoka Lodowa, bo w angielskim jest Ice Age, a nie Glacier Age. Wieloletnia zmarzlina, a nie wieczna, bo w czasach wielkiego topnienia nic już nie jest wieczne. Pozdrowienia!

  2. To ciekawe. W środowisku UMK takie nazewnictwo było spotykane i często używane. W podręcznikach szkolnych i encyklopediach (PWN) jest tak samo, używa się wymiennie i o ile mnie pamięć nie myli 30 lat temu było tak samo. Publikacji uniwersyteckich nie brakuje. Będę wdzięczna za przytoczenie źródeł, które mówią o niewłaściwości tego nazewnictwa, bo niespotykalność wśród badaczy to dowód anegdotyczny poparty własnymi doświadczeniami i za mało na moją dociekliwość. Jeśli „wieczna zmarzlina” to rzeczywiście jedynie język potoczny, to polskie szkoły (w tym ja) wypuszczają absolwentów posługujących się wszystkimi terminami naprzemiennie i przydałoby się oficjalne stanowisko czy publikacja (tyko pytanie, czyje?) w tej sprawie.

Odpowiedz na Biolożka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s