Kryzys klimatyczny to odległa przyszłość? Zapytaj Boliwijczyków

JAKUB MAŁECKI, 22/03/2021
Fot. 1. Miasto El Alto przecina rzeka zasilana topnieniem lodowców. Na horyzoncie w tle od lewej masywy górskie Huayna Potosi i Chacaltaya. CC0.

Na ogromnej części lądów lodowce górskie są ważnym źródłem wody. Zmiana klimatu powoduje jednak ich szybkie topnienie nawet kilka kilometrów nad poziomem morza, stąd nad milionami głów wisi perspektywa niższych niż dawniej przepływów wody w rzekach, a w niektórych miejscach nawet wyniszczających susz. Kombinacja ocieplenia, topnienia i braku wody w kranach skupia się jak w soczewce w andyjskiej części Boliwii skutkując wielopoziomowym narodowym kryzysem.

La Paz, El Alto, Boliwia – Wychodząc z samolotu na dzień dobry dostaję piąchą w przeponę. Lotnisko w El Alto jest najwyżej położonym międzynarodowym portem na świecie, posadzonym 4200 m n.p.m., więc ciśnienie powietrza to zaledwie jakieś 650 hektopaskali i trudno złapać pełny oddech. Przyleciałem tu jako opiekun naukowy grupy geo-studentów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ledwo dycham, a już za trzy dni będziemy prowadzić badania jeszcze wyżej niż El Alto, przy jednym z andyjskich lodowców. 

Siedziba rządu Boliwii, najuboższego kraju Ameryki Południowej, położona jest wyjątkowo. Jej górna część, a właściwie osobne miasto El Alto, znajduje się na wielkim, chłodnym płaskowyżu Altiplano. Skromne domy jego mieszkańców, głównie rdzennego pochodzenia Aymara, zbudowane są z nieotynkowanych pustaków, na których położona jest plisowana srebrna blacha. El Alto kończy się od wschodu skalnym klifem, poniżej stóp którego zaczyna się La Paz, starsze, lepiej rozwinięte i położone w dolinie kilkaset metrów niżej. W obu tych połączonych miastach mieszka razem tyle osób, co w Warszawie. Dwa miliony twardych ludzi zdanych na łaskę najważniejszego żywiołu – wody. A jest to w tym regionie towar deficytowy.

Dostępność wody dyktują tu nieubłagane warunki przyrodnicze, a przede wszystkim opady. Pory roku w tropikach to nie typowy czteropak zmian temperatury od wiosny do zimy, a raczej zero-jedynkowe fluktuacje wilgotności, pór suchej i deszczowej, stąd na Altiplano przez większą część roku niemal nie pada. Drugim czynnikiem jest lód. Mimo że metropolia La Paz znajduje się względnie blisko równika, można tu spotkać wieloletnie śniegi i jęzory lodowców, bo od wschodu i północy ponad miasto wybijają się góry Cordillera Real. Niektóre szczyty przekraczają 6000 m n.p.m., a wśród najbardziej znanych masywów znajdują się m.in. Huayna Potosi, Charquini, Chacaltaya oraz ich królowa – Illimani.

Obecność lodowców w górach umożliwia stabilną podaż wody roztopowej, która czasami podczas susz może stanowić ok. 90% całych dostępnych wówczas zasobów [1]. Zmiana klimatu sprawia jednak, że powierzchnia lodowców spada na łeb. Do niedawna coraz mniejsze lodowce nadrabiały produkcję wody coraz silniejszym topnieniem [2], ale taka sytuacja jest niemożliwa do utrzymania na dłuższą metę. 

Stary lodowiec na młodej górze

Studenci dotarli do La Paz kilka dni przede mną i zdążyli wynająć jakiś lokal, a ja jadąc do nich taksówką z lotniska najadam się wstydu, że aż pot mnie zalewa. Mój hiszpański jest tak kulawy, że kierowcę zostawiam sam na sam z przemyśleniami dlaczego chcę zamieszkać w górach ze studentami i co, u diabła, oznacza wyrażenie „lodowce, woda, bardzo źle”, z dziarsko dodanym „señor” na zakończenie wywodu. Pani Bernadeta, która uczyła mnie języka przez 3 lata, niechybnie by zbladła słysząc ten bełkot.

Gdy docieram do bazy w nieciekawej części La Paz, pierwsze wrażenie jest przygnębiające, bo okolica wygląda jak wysypisko. Domy-budy, worki ze śmieciami grabione przez bezpańskie psy, woda w strumieniu o kolorze ścieków. Nad wielkim, odrapanym blaszanym płotem powiewa biało-czerwona. Za bramą oczywiście miłe przywitanie ze studentami, opowieści z dotychczasowych przygód i kilka osób ściętych wysokością wegetujących w łóżkach. Lokal jest klasy wybitnie turystycznej. Nagie kable pod prysznicem mogłyby cię zabić, gdyby tylko była woda. Ale wody akurat nie ma. Później okaże się, że to przedsmak stanu wyjątkowego w La Paz.

Po trzech dniach rozpoczynamy naszą wyprawę badawczą i docieramy do stóp masywu Huayna Potosi (6088 m n.p.m.), co w języku Aymara oznacza „młodą górę”. To miejsce popularne wśród wspinaczy, dzięki czemu znajduje się tu schronisko, rzadkość w tutejszych górach. Duży dom położony jest na wysokości 4800 m n.p.m., więc po wyjściu z samochodu nieco plączą mi się nogi, co najmniej jakbym wychylił dwie „małpki” nie dalej jak pół godziny wcześniej. Dom położony jest blisko jednego z zaledwie kilku dobrze zbadanych lodowców tropikalnych. W literaturze naukowej ten dość duży jak na tę okolicę lodowiec nazywany jest Zongo, ale miejscowi, chyba ironicznie w stosunku do nazwy góry, nazywają go Glaciar Viejo – „stary lodowiec”. Obecnie lodowiec znajduje się pod ścisłą obserwacją glacjologów z  La Paz i Francji, którzy mierzą jego topnienie, mikroklimat i hydrologię. Na jego przykładzie badacze poznają procesy sterujące życiem tropikalnych lodowców Andów.

Fot. 2. Lodowiec Zongo spływa spod szczytu Huayna Potosi (6088 m n.p.m.). Autor: Jakub Małecki.

Wyniki blisko trzydziestu lat prac dokumentują jak Zongo reaguje na zmiany klimatyczne. Ogromną wagę w procesie topnienia odgrywa tu słońce, które świeci blisko zenitu przez cały rok. W związku z tym, obecność jasnej pokrywy śnieżnej chroni lodowiec przed wysokimi dawkami energii, bo odbija ona lwią część promieniowania. Ilość śniegu spadająca na lodowiec jest więc dla niego niezmiernie ważna i w znacznej mierze sterowana przez cykle oceaniczne El Niño i La Niña. Te dwie przeciwstawne anomalie temperatury sąsiedniego Oceanu Spokojnego występują co kilka lat i zaburzają normalne cykle opadowe. W nisko położonych strefach powodują odpowiednio ich wzrost i spadek [3], ale na Altiplano i wyżej w Andach zależność ta się odwraca. Z tego powodu, w czasie El Niño lokalne lodowce cierpią z powodu ograniczonej akumulacji śniegu i wysokiej temperatury, natomiast podczas La Niña mogą się nawet nieco odbudować ze względu na chłód i wzmożone opady [4]. Na te lokalne uwarunkowania nakładają się globalne i regionalne ocieplenie klimatu, które w wysokich partiach Andów jest szybsze niż w obszarach położonych niżej, co długofalowo sprzyja topnieniu. 

Wieloletni bilans masy lodowca Zongo jest w efekcie ujemny – traci więcej lodu, niż zyskuje ze śniegu. W ciągu typowego roku chudnie średnio o jakieś pół metra grubości [5] i wycofuje swój jęzor w górę doliny o długość jednego autobusu przegubowego [6]. Jeżeli emisja dwutlenku węgla do atmosfery nadal będzie rosła, do roku 2050 objętość lodowca może spaść o ok. 50%, a do roku 2100 niemal do zera [7]. W podobnej sytuacji są pozostałe lodowce Boliwii, których topnienie jest szczególnie szybkie od lat 1980., od czasu których ich łączna powierzchnia spadła o ponad 40% [8]. Przyczyn tego procesu badacze upatrują w rosnącej temperaturze powietrza oraz, prawdopodobnie, redukcji opadów [9], w tym przede wszystkim śnieżnych. Potencjalny zanik Zongo w jakimś stopniu może przełożyć się na produkcję prądu dla okolicy, bo lodowiec zasila w wodę zbiornik jednej z hydroelektrowni tuż poniżej naszego schroniska, w ciągu sekundy wlewając do niego średnio jedną wannę wody [10]. W trakcie naszej wyprawy we wrześniu 2016 roku, gdy w mieście wysychają krany, poziom wody w zbiorniku jest kilkanaście metrów poniżej normy. 

Morenowa uczta dla koneserów

Celem naszej ekspedycji nie jest jednak Zongo, a znacznie mniejszy od niego lodowiec położony na południowym stoku sąsiedniego masywu Charquini. W połowie XVII wieku, gdy w Polsce trwał Potop Szwedzki, spod szczytu Charquini (5392 m n.p.m.) spływały promieniście zacne lodowce, których do dziś ostała się tylko resztka [11]. Nasz lodowiec nie jest wyjątkiem. Do tej pory przetrwał tylko jego najwyżej położony fragment o szerokości 900 metrów i długości 400 metrów. To zaledwie ćwierć jego dawnej wielkości.

Fot. 3. Studenci UAM na tle lodowca Charquini. Autor: Tomasz Kurczaba, za zgodą.

Lodowiec Charquini jest jednym z trzech ostatnich, które zasilają największe jezioro w okolicy – Lago Milluni – ale prawdopodobnie za parę dekad wszystkie trzy znikną. Dlatego też, inaczej niż wielu z nas w Polsce, mieszkańcy La Paz mogą przekonać się o istnieniu kryzysu klimatycznego, bo widzą i odczuwają na własnej skórze jego skutki. Póki tylko mogą, cieszą się ostatnim łatwo dostępnym kawałkiem lodu w okolicy i przyjeżdżają pod Charquini gdy tylko spadnie śnieg, aby pojeździć na snowboardzie i ulepić bałwana. Do połowy lat 1990., w czasach gdy poza miastem prąd był dobrem jeszcze rzadszym niż dziś, wykorzystywali lodowiec także jako źródło lodu do przechowywania żywności.

Kilka kilometrów całkiem dobrej drogi ze schroniska pod Charquini wykańcza mnie fizycznie, bo nie zaaklimatyzowałem się do wysokości, a do tego chyba strułem ulicznym jedzeniem, którym raczyliśmy się przed wyjazdem z miasta. Na poprawę samopoczucia na miejscu zastajemy ucztę dla koneserów – piękne sekwencje piaszczystych moren czołowych zbudowanych w czasach dawnych awansów lodowca. Przez tydzień mapujemy moreny oraz analizujemy znalezione tu kamienie i piach, ponieważ zawierają w sobie pamięć o kluczowych dla krajobrazu wydarzeniach z ostatnich kilku wieków [12]. Pewnego dnia podczas odpoczynku na morenach osaczają mnie lamy, a wkrótce potem dołącza do nich ich pasterz, który mówi, że to jego teren i mam mu zapłacić. Minę ma poważną, lecz na szczęście tym razem moja marna znajomość hiszpańskiego gwarantuje nam spokój, bo po piętnastu minutach nierównej rozmowy tylko macha na mnie ręką i odchodzi. Nigdy nie dowiedziałem się, czy pieniądze rzeczywiście mu się należały.

Wyniki naszej pracy opublikujemy półtora roku później w szanowanym międzynarodowym czasopiśmie naukowym [13]. Dojdziemy do wniosku, że począwszy od końcówki XVII wieku przez kolejnych 150 lat lodowiec Charquini pulsował w rytm fluktuacji klimatycznych, robiąc dwa kroki do tyłu, ale jeden do przodu [14]. Jednak od 200 lat nie było żadnego wyraźnego kroku naprzód, co świadczy o jego pogarszającym się stanie i malejącej aktywności. Jakby brakło mu już sił i tchu do ostatniej próby awansu. Albo po prostu w obliczu nieuniknionego końca nie widział w tym żadnego sensu. Sondowania radarowe i pomiary topnienia zespołu boliwijsko-francuskiego sugerują, że lodowiec może zniknąć całkowicie w ciągu kolejnych dwóch – trzech dekad, ponieważ jego średnia grubość to dziś tylko ok. 20 metrów.

Ze względu na wysokość i zatrucie muszę wracać do miasta dzień wcześniej niż planowałem. Pod schroniskiem udaje mi się zatrzymać szkolny autobus jadący do El Alto, którego kierowca nie przyjmuje ode mnie pieniędzy za transport na gapę. Miło, pewnie ze współczucia, bo wyglądam jak nieświeży nieboszczyk. Dzieci uśmiechają się do mnie i pokazują palcami, nauczycielki obserwują nieufnie. Zaledwie po pół godzinie łagodnej jazdy w dół czuję, że dolegliwości mijają i wraca we mnie życie. W El Alto kierowca autobusu nie chce mnie jednak wypuścić i dopiero teraz żąda zapłaty. Niemiło. Znaczy się w niemiły sposób. Pod moją nieobecność w terenie studenci dokonują pod Charquini ostatnich pomiarów. Świetnie się spisali.

Narty w chmurach

Po kilku dniach odpoczynku w mieście i podróży po kraju, ostatni dzień pobytu w Boliwii chcę znów spędzić w górach. Przechodząc przez tłoczne targowisko w El Alto czuję się nieswojo, więc wydłużam nogi, aby nie napytać sobie biedy. Tym bardziej, że koleżanki zdążyły już doświadczyć tu nieprzyjemności. Znajduję taryfę, ale facet bez słowa odjeżdża, gdy tylko wypowiadam „Chacaltaya”. Za drugim razem inny kierowca żąda zaporowej ceny. Proponuję mu połowę stawki, bo po pierwsze niemal całe moje fundusze zasiliły miejscową „cepelię”, rzemiosło i rękodzieło, a po drugie o takiej kwocie słyszałem od znajomego mieszkańca La Paz. Taksówkarz długo nie chce się zgodzić, ale ostatecznie wpuszcza mnie do auta. Jedziemy na Chacaltaya, najwyższy wyciąg narciarski na świecie. Jeszcze w El Alto kończy się asfalt. Potem jest tylko coraz węższy i bardziej dziurawy szuter.

Wspinając się stopniowo pod górę taksówkarz staje się coraz bardziej nerwowy, aż w końcu przestaje do mnie cokolwiek mówić. Nawet dobrze wyszło, bo konwersacja szła mi tak samo źle jak zwykle. Droga jest kręta, wąska i kamienista – zdecydowanie niebezpieczna dla jego starego miejskiego autka. W dole za nami widać El Alto i La Paz, a nad nimi wielką brązową chmurę smogu, który w mieście aż drapie w oczy i gardło. Po godzinie wyboistej jazdy wściekły już kierowca parkuje pod szczytem i chce od razu wracać. Negocjacje ułatwia mi druga część należności za podróż, która wciąż pozostaje w mojej kieszeni, więc daje mi godzinę na rekonesans. Tyle mi wystarczy.

Na szczyt góry na wysokości 5300 m n.p.m. prowadzi kamienista ścieżka, ludzi prawie nie ma. Wejście na wierzchołek zajmuje dłuższą chwilę, bo zadyszka łapie mnie po każdych kilku krokach. W końcu docieram na miejsce. Jestem pół kilometra wyżej niż Mont Blanc, ale w odróżnieniu od Alp nie ma tu już śniegu, ani tym bardziej lodu. Lodowiec Chacaltaya, po którym jeszcze kilkanaście lat wcześniej zjeżdżały na nartach rodziny z dziećmi, całkowicie się roztopił. Nawet w swoich najlepszych czasach miał tylko półtora kilometra długości, ale jeszcze w latach 1980. jakoś się trzymał. Potem jednak topnienie przyspieszyło i w 2009 roku rozpłynęły się jego ostatnie skrawki [15]. Ośrodek narciarski zamknięto raz na zawsze, a z broszur reklamowych zniknęła unikalna atrakcja turystyczna regionu. Infrastruktura stokowa popada teraz w ruinę. Zardzewiałe elementy wyciągu wtapiają się w krajobraz rudawych skał.

Fot. 4. Wyciąg narciarski na pozostałościach lodowca Chacaltaya w 2005 i 2016 roku. Autor (2005): Thomas Wilken/Ixitixel/Wikimedia Commons/CC BY-SA-3.0; (2016) Jakub Małecki.

Śmierć lodowca Chacaltaya przykuła swego czasu uwagę mediów na całym świecie [16] i stała się na dłuższą chwilę ikoną zmiany klimatu. Ale, obiektywnie patrząc, nie była to śmierć wyjątkowa. Zdecydowana większość lodowców w Boliwii to maluchy, z których wiele także już zniknęło – sam szczyt, na którym teraz stoję, dawno temu otoczony był lodowcami z każdej możliwej strony. Jednak dopiero zanik tego lodowca, na wskroś typowego dla regionu, lecz służącego rozrywce i rekreacji, trafił na okładki i ożywił dyskusję o przyszłości lodu w Andach. Topnienie bezcennych dla milionów tubylców zasobów wody nie obchodziło nikogo poza nimi tak długo, jak nie wpływało na dobrą zabawę turystów.

Susza

Lokalna społeczność, szczególnie rolnicza, już od dawna odczuwa hydrologiczne skutki topnienia śniegu i lodu, które coraz bardziej ograniczają plony ich ręcznej pracy w trudnym, wysokogórskim środowisku. Jedną z konsekwencji susz hydrologicznych jest ucieczka ludności wiejskiej do miasta i gwałtowny, niekontrolowany rozrost populacji El Alto. Niestety, miasto nie jest gotowe na przyjęcie choćby części migrantów, bo nawet dziś wiele gospodarstw domowych wciąż pozbawionych jest wody, prądu, czy ogrzewania. Biorąc pod uwagę przewidywany rozwój demograficzny miasta, prognozy sugerują, że zapotrzebowanie na wodę wzrośnie tu o 15-53% w ciągu najbliższych kilkunastu lat [17]. W kontekście kurczących się zasobów wodnych zagwarantowanie mieszkańcom odpowiedniej ilości czystej wody będzie trudne, więc El Alto może stać się pułapką dla ludzi poszukujących lepszego życia [18]. 

Niespełna dwa miesiące po zakończeniu naszej wyprawy, w listopadzie 2016 roku rząd Boliwii wprowadza stan wyjątkowy w przeszło połowie swoich gmin. Kraj cierpi przez najgorszą suszę od 25 lat, która zaczęła się pod koniec 2015 roku i pogarsza stan wody w rzekach i jeziorach przez cały rok 2016. Znów wysycha całkowicie drugie największe jezioro kraju Poopó [19], a plony i bydło wielu rolników są dziesiątkowane [20]. Ważne zbiorniki retencyjne są wypełnione jedynie w kilku procentach [21]. Wojsko nadzoruje racjonowanie wody [21]. W wielu miastach Boliwii panuje niepokój, sfrustrowani ludzie wychodzą na ulice. W kilku regionach rok szkolny kończy się dwa tygodnie przed planowanym terminem [22]. Doraźnie wiercone są nowe studnie.

W La Paz i El Alto racjonowanie wody z ciężarówek dotyka, według niektórych szacunków, aż 400 tysięcy ludzi [23]. Oznacza to jeden-dwa baniaki raz na kilka dni dla rodziny. Ich zawartość czasem jest cuchnąca i żółta [21] i taką wodę muszą pić niektórzy mieszkańcy. Pozostali odzyskują wodę w kranach na kilka-kilkanaście godzin [24], aby te znów wyschły na dni lub tygodnie. W El Alto grupa aktywistów uprowadza wysokich rangą pracowników firm dystrybuujących wodę i ministerstwa wody, aby wymusić na rządzie przedstawienie planów walki z kryzysem [25]. Nawet zamieszkiwane przez krajową elitę dolne La Paz przeżywa ciężkie chwile, które dotychczas je omijały [23]. Prezydent Boliwii Evo Morales zapowiada duże inwestycje infrastrukturalne, aby przystosować kraj do nowych warunków środowiskowych wymuszonych zmianą klimatu. Stan wyjątkowy trwa do stycznia, ale do końca 2017 roku Boliwia zmaga się ze skutkami suszy.

Przyczyn klęski żywiołowej było kilka. Po pierwsze, po porze suchej woda na Altiplano została tylko minimalnie uzupełniona przez deszcz [20]. Prawdopodobnie miało to związek z anormalnym, rekordowo silnym zjawiskiem El Niño [26], które na przełomie 2015 i 2016 roku rozwinęło się na Oceanie Spokojnym. Po drugie, w oczach znika okoliczny górski lód, który dawniej przez cały rok stopniowo uwalniał zgromadzoną w nim wodę. Topnienie lodowców, ich pożegnalny płacz, będzie teraz powoli ustawać, odcinając Altiplano od ostatniego źródła wody na czarną godzinę. Po trzecie, zła gospodarka wodna, w tym ogromne straty przesyłowe, górnictwo oraz wielkie plantacje soi i trzciny cukrowej od dawna na potęgę trwonią skromny budżet wodny dużej części kraju [27].

Niestety, wszystko wskazuje na to, że będzie coraz gorzej. Projekcje zmian klimatu w tropikalnych Andach wyraźnie przewidują silny wzrost temperatury o kolejnych 3-5 stopni Celsjusza do końca XXI wieku z możliwym, choć niepewnym, ograniczeniem opadów [28]. Istnieją też przesłanki, żeby spodziewać się coraz silniejszych zjawisk El Niño [29]. W przypadku Boliwii i krajów sąsiednich sprawi to, że katastrofalne susze mogą stać się tu wkrótce nową normą. Tylko że tym razem łzy umierających lodowców już nie pomogą, bo wiele lat wcześniej ostatnie z nich spłyną do Amazonki, Pacyfiku lub jeziora Titicaca. Białe czapki na górskich szczytach ocaleją tylko w zbiorowej pamięci w ludowych pieśniach i legendach.

Fot. 5. Lodowce Illimani, najwyższej góry Cordillera Real. Na pierwszym planie przedmieścia La Paz. Autor: EEJCC/Wikimedia Commons/CC BY-SA 4.0

Najdłużej przetrwa zapewne pokrywa lodowa na Illimani (6438 m n.p.m.), najwyższej górze Cordillera Real, świętej dla mieszkańców regionu. I być może w czasie jakiejś suszy, za 80 lat, kiedy jedynym źródłem wody w okolicy będą topniejące pozostałości jej lodowców, nieliczna grupa prawnucząt obecnych mieszkańców dalej będzie śpiewać słowa starej piosenki: ¡Illimani, Illimani, centinela tú eres de La Paz! ¡Illimani, Illimani, perla andina eres de Bolivia! (Illimani, Illimani, jesteś strażniczką La Paz! Illimani, Illimani, jesteś andyjską perłą Boliwii!). Lecz wtedy nie będzie to już pieśń radosna.

Literatura i źródła:

[1] Buytaert i in. 2017 – Environmental Research Letters, https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1748-9326/aa926c/meta 

[2] Soruco i in. 2015 – Journal of Glaciology, https://www.cambridge.org/core/journals/annals-of-glaciology/article/contribution-of-glacier-runoff-to-water-resources-of-la-paz-city-bolivia-16-s/D0D13762C549F488DE2B9D225EFB27C5

[3] Ronhall i Gallaire 2006 – International Journal of Climatology, https://rmets.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1002/joc.1296 

[4] Wagnon i in. 2001 – Journal of Glaciology, https://www.cambridge.org/core/journals/journal-of-glaciology/article/anomalous-heat-and-mass-budget-of-glaciar-zongo-bolivia-during-the-199798-el-nino-year/6C5CDBB517C66D20776F2C72B8EA9066 

[5] Soruco i in. 2009 – Geophysical Research Letters, https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1029/2008GL036238 

[6] From a glacier’s perspective – blog wybitnego glacjologa Mauri Pelto, https://blogs.agu.org/fromaglaciersperspective/2015/03/01/zongo-glacier-retreat-bolivia-1994-2014/ 

[7] Reveillet i in. 2015 – Journal of Glaciology, https://www.cambridge.org/core/journals/annals-of-glaciology/article/simulations-of-changes-to-glaciar-zongo-bolivia-16-s-over-the-21st-century-using-a-3d-fullstokes-model-and-cmip5-climate-projections/1E36778400E967D19B6EF1707F4AA934 

[8] Cook i in. 2016 – The Cryosphere, https://www.the-cryosphere.net/10/2399/2016/ 

[9] Rabatel i in. 2013 – The Cryosphere, https://www.the-cryosphere.net/7/81/2013/ 

[10] Wagnon i in. 1999 – Journal of Geophysical Research: Atmospheres, https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1029/1998JD200011 

[11] Rabatel i in. 2008 – Journal of Glaciology, https://www.cambridge.org/core/journals/quaternary-research/article/chronology-of-the-little-ice-age-in-the-tropical-andes-of-bolivia-16s-and-its-implications-for-climate-reconstruction/CA2F149F2513645DC6B0811CB3769190 

[12] Glacjoblogia – wpis o naszych badaniach w Boliwii, https://glacjoblogia.wordpress.com/2018/05/17/zmumifikowane-moreny-jak-pamietniki-andyjskich-lodowcow/ 

[13] Małecki i in. 2018 – Earth Surface Processes and Landforms, https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1002/esp.4417 

[14] Nauka w Polsce – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C30018%2Cnaukowcy-lodowce-tropikalne-dostarczaja-wiedzy-o-ociepleniu.html 

[15] Ramirez i in., 2001 – Journal of Glaciology, https://www.cambridge.org/core/journals/journal-of-glaciology/article/small-glaciers-disappearing-in-the-tropical-andes-a-casestudy-in-bolivia-glaciar-chacaltaya-16o-s/CA42CE52B419FA9181B3BBA2E1C2437F 

[16] BBC – http://news.bbc.co.uk/2/hi/8046540.stm 

[17] Kinouchi i in. 2019 – Water Security, https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2468312418300373 

[18] The Guardian – https://www.theguardian.com/environment/2016/nov/28/shrinking-glaciers-state-of-emergency-drought-bolivia 

[19] Nacla – https://nacla.org/news/2017/06/30/dying-and-drying-case-bolivia%E2%80%99s-lake-poop%C3%B3 

[20] CBC – https://www.cbc.ca/news/technology/record-drought-in-bolivia-drains-lakes-threatens-capital-1.3920617 

[21] Al Jazeera – https://www.aljazeera.com/news/2016/11/water-rationing-introduced-bolivia-drought-worsens-161120093020654.html 

[22] BBC – https://www.bbc.com/news/world-latin-america-38073575 

[23] PRI – https://www.pri.org/stories/2017-01-04/la-paz-short-water-bolivia-s-suffers-its-worst-drought-25-years 

[24] The City Fix – https://thecityfix.com/blog/4-andean-cities-adapting-glacier-retreat-preserve-water-security-kate-cullen/ 

[25] TeleSur –  https://www.telesurenglish.net/news/Water-Rations-Tightened-as-Severe-Drought-Parches-Bolivia–20161120-0003.html

[26] The Guardian – https://www.theguardian.com/environment/climate-consensus-97-per-cent/2018/aug/29/global-warming-is-intensifying-el-nino-weather 

[27] Reuters – https://www.reuters.com/article/us-bolivia-drought/mining-projects-big-plantations-mean-bolivias-drought-hurts-more-campaigners-idUSKBN13N1YO 

[28] Urrutia i Vuille 2009 – Journal of Geophysical Research: Atmospheres, https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1029/2008JD011021 

[29] Latif i in. 2015 – Climatic Change, https://link.springer.com/article/10.1007/s10584-015-1439-6 

Bonus track!

2 responses to “Kryzys klimatyczny to odległa przyszłość? Zapytaj Boliwijczyków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s